14 stycznia 2012

Minął miesiąc !

Długo mnie tutaj nie było i nie pomogą żadne tłumaczenia,czas biegnie niemiłosiernie szybko i na wszystko brakuje czasu.Ostatnio jednak postanowiłam sobie że obojętnie co się będzie działo wygospodaruje choć dwie godzinki dziennie dla moich rupieci.Na pierwszy ogień poszło krzesełko które jakiś czas temu przywiózł do domu mój mąż.


                                                           


Tak ,tak dobrze czytacie ,zaraziłam mojego M.zbieractwem,a całkiem nie dawno drażniły go moje ,,przydasie''. Zdjęcia nie są najlepszej jakości ,bo aparat mam marny a o lustrzance mogę tylko pomarzyć :( Krzesło jest mocno przetarte,niestety na zdjęciu tego nie widać.Teraz robię stolik



w którym zakochałam się od pierwszego spojrzenia . Ujrzałam go na pewnej posesji wśród gruzu (trwał tam gruntowny remont) i już wiedziałam że muszę go mieć!

Na koniec polecam zupę z dyni;


1 kl dyni pokrojona w kostkę
2 ziemniaki pokrojone w kostkę
1mała cebula pokrojona w kostkę
2 posiekane ząbki czosnku
1 litr wywaru z warzyw
1 łyżeczka przyprawy curry
sól, pieprz
4 łyżki oliwy
Przygotowanie
Na oliwie zeszklić cebulę i czosnek.Dodać dynię i ziemniaki,lekko podsmażyć.Po dziesięciu minutach wlać  wywar i gotować aż dynia będzie miękka.Całość zmiksować i doprawić według uznania.
Pokochałam ta zupę,jest moim hitem jesienno-zimowym.Przyrządzenie jej jest niezwykle proste!
Jednocześnie jest obłędnie żółta jak słońce.A przecież słońca nigdy za wiele ,szczególnie jak za oknem szaro i ponuro.

Pozdrawiam wszystkich odwiedzających i życzę udanego weekendu .

16 grudnia 2011

Coś się dzieje


Leń pomału odchodzi i małymi kroczkami zaczynam przygotowania do świąt.Co prawda są to dopiero marne początki ,ale zawsze  COŚ!
Pierniki musiałam piec dwa razy.Pierwsza tura została pochłonięta przez dzieci w jeden dzień,więc trochę odczekałam z drugą, żeby nie piec dzień w dzień i żeby im się nie przejadło.Ulepiłam pierogi i uszka,za tym nie przepadam ,bo czas mi się dłuży niemiłosiernie ,a końca nie widać.

To co się nadawało do zamrożenia ,zrobiłam ,zamroziłam i z głowy,teraz mogę zająć się sprzątaniem i dekoracją domu.Na dzień dzisiejszy  pokazać mogę tylko okno w kuchni (lambrekin i zazdroski upolowałam w lumpiku) .

W innych kątach grasuje złośliwy chochlik który  straszny bajzel  robi :)
 Na koniec wygrałam candy u  amaggie   Niespodzianką był obrus.Dziękuję amaggie.


Przypomniałam sobie że jednego dnia wykasowałam przez przypadek kilka komentarzy,nie dlatego że nie podobała mi się ich treść ,po prostu zwykła moja nieświadomość.PRZEPRASZAM DZIEWCZYNY.
Teraz już naprawdę znikam i rzucam  się w wir pracy.


Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i dziękuję za odwiedzinki





5 grudnia 2011

poduchy

Chwilkę mnie nie było,a u Was tyle się dzieje! Miałam tyle planów,niestety u mnie jest zawsze na przekór ,jak planuje to nic nigdy z tego nie wychodzi....i nie wyszło.
Uszyłam tylko dwie poduchy do naszego ,, wiatrołapa'' i na tym koniec,dopadło mnie słodkie lenistwo.
Mam cicha nadzieje że do Świat leń odejdzie i dostanę werwy jak nigdy :)

Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie i proszę trzymajcie kciuki bym w koncu wzieła sie do czegokolwiek .

25 listopada 2011

chciałam mieć świecznik

Prawie wszystkie dziewczyny pieką pierniki,robią ozdoby świąteczne a ja .....a ja ubzdurałam sobie ze chce mieć drewniany świecznik. Jak sobie coś wbiję do głowy ,to tak długo będę drążyć temat ,aż dopnę swego :)
Sklepy  odpadają-za drogo,więc pozostało mi wyszperać coś we własnych rzeczach które nazywam ,,PRZYDA SIĘ'' i trzymam je w garażu męża,a on nazywa je śmieciami :) Oddał mi kolejną półkę na ich przechowywanie,ale oświadczył kategorycznie,że tym razem to już na pewno ostatnia ,bo nie będzie miał gdzie narzędzi trzymać, mówię w myślach- ZOBACZYMY-  po co go denerwować :)
Uzbierałam części na jeden i troszkę  świecznika,ale przy okazji zrobiłam ,,coś'' jeszcze,ot po prostu kolejny kurzołap. Pomalowałam na szaro ,akrylowa do drewna i metalu,potem białą ,przetarłam lekko papierem ściernym i oto rezultat :)


Pozdrawiam wszystkich odwiedzających,cieszę się z każdej wizyty :)

18 listopada 2011

zwariowałam na punkcie krateczki :)

Juz od pewnego czasu nie mogłam oderwać oczu od czerwono białej,lub jak kto woli bialo czerwonej krateczki.Oczywiście trafiłam na nią przegladając Wasze blogi. Zaczęłam więc intensywnie biegać do moich ulubionych lumpików i znosic do domu wszystko w ten właśnie deseń. Głównie były to zasłony nie do pary i kawałki materiału......i nazbierało się ku mojej uciesze :)

Cięzko mi było zabrać się do szycia,bo nie wiedziałam od czego zacząć,wszystko wydawało się trudne. Cztery rzeczy szyłam dwa dni,więc wyobrazcie sobie jaka ze mnie krawcowa ! Z daleka wygladaja nawet fajnie,niestety z bliska widać niedociągnięcia .Myślę sobie -na wystawe żadną nie idą,a kuchnia za to nabrała rumieńców :)


Pozdrawiam Was dziewczyny i miłego wieczorku życzę.

11 listopada 2011

smaczna babeczka

Co robie gdy w domu nie ma nic słodkiego a dzieci domagaja sie ,, cucu''?
Zabieram się za pieczenie banalnie prostej babki,która uda sie kazdemu i nie wymaga dużo pracy.
Przepis znalazłam już dość dawno u kogoś na blogu,niestety nie pamiętam nicka
Robię ją dośc często i wiem jedno ,zawsze sie udaje.



przepis:
kostka margaryny 250 g
cukier waniliowy
1 szklanka.cukru
kilka kropel aromatu waniliowego
4 jajka
1,5 łyzeczki proszku do pieczenia
1szklanka mąki pszennej
3/4 szklanki mąki ziemniaczanej
Do miskiwkładamymiękką margarynę,dodajemy cukier,cukier waniliowy i aromat.
Mąki i proszek do pieczenia mieszamy i przesiewamy przez sito.
Miksując dodajemy po kilka łyżek mąki i po całym jajku.Utartą masę przelewamy do formy,uprzednio wysmarowaną tłuszczem.Pieczemy w tem.180-190 C przez około 45 min

Podałam przepis ,bo może akurat komus sie przyda.
Pozdrawiam  i zyczę miłgo wieczorku.

27 października 2011

wspomnienia

       Naszło mnie na wspominki,może dlatego, że zbliza sie dzień zmarłych,a ja w tym roku nie mogę pojechac na  groby najblizszych.Wywiało mnie prawie 700 km od domu,więc czasami nie ma takiej opcji ,żeby byc tam w tym dniu.Tata odszedł 15 lat temu ,a dziadek jeszcze wcześniej,babcia odeszła po synu.Musiało być to dla niej straszne przeżycie chowac własne dziecko...
     Gdy jestem w rodzinnym mieście we Wszystkich Świętych idę to taty,a potem jadę na wieś odwiedzić
    dziadków

    tata

    dom dziadków
     Zawsze z cmentarza ruszam wolniutko przez wieś.,staję koło ich domku i patrzę.......nie wiem czego się spodziewam ,ze zobaczę  babcię karmiącą kury ,czy dziadka siedzącego z kotem na ławce?
    .... Dociera do mnie ,że w tym domu mieszkają już całkiem obcy ludzie, a ja nie mogę już tam wejść
    ...,ale przecież mogę patrzeć............Następnym razem znów tam będę stać...............